Dla Niej już wszystko straciło sens, Jej życie przeszło w koszmarny sen. Niebo Jej zaszło chmurami zła, Jej cierniem była każda chwila. Czekając deszczu, roniła łzy, igrała z nocą, marnując dni. Z Jej pięknej twarzy uśmiech już znikł; tyle, co Ona, nie cierpiał nikt…
Gdyby choć trochę pokochał Ją, już by jej nie chciał wypuścić z rąk. Lecz nie chciał żadnej szansy Jej dać, by zamiast dawać, mogła też brać. Tak przeminęło piętnaście lat, gdy czas był dla Niej, jak starszy brat. Wreszcie stanęła u nieba bram, On w dalszym ciągu – jest całkiem sam…
Miliony chwil pomiędzy nami; tysiące dni zaszło chmurami. Tak wiele snów o Tobie śniłem; niejeden raz w miłość zwątpiłem. Jak z burzą deszcz zawsze przychodzi, tak samo chcę w uczuciach brodzić, jak w wodzie…
Tęczowy blask często po deszczu, zmianę pogody ludziom obwieszcza. Popatrz na nas, na nasze chwile; wzajemnej zgody serca-motyle…
Miliony słów wypowiedzianych i jeszcze więcej zdań przemilczanych. Jesteśmy tu, całkiem samotni. Coraz goręcej? Raczej odwrotnie…