Minęły lata, odkąd znamy się. Znów jestem tu sam, nie ma obok Cię. Wigilia przyszła, a mi zabrakło słów. Znów Ciebie nie ma, w mym domu pustka znów.
Tu, w zeszłym roku, jak teraz – byłem sam, jak przez szeregi zszarzałych, dawnych lat. W zeszłą Wigilię nadzieję mogłem mieć, a teraz wiem – nie wolno Ciebie chcieć.
Puste nakrycia zdobią obrus mój. W przypływie złości uderzam pięścią w stół. Dźwięki gitary z sąsiedztwa płyną gdzieś, przy tej melodii spotkałem kiedyś Cię…
Już pierwsza gwiazda nad miasto wspięła się. Jest wieczór, ciemno, zimno – źle. Wokoło lampy, kolorów świeci moc. Tylko nade mną wisi przeklęta noc.
I jak tu być szczęśliwym, gdy można tylko trwać w świecie ludzi złośliwym? Nic nie chcą z siebie dać…
Zamykam świat swój na niewidzialny klucz; słońce zachodząc odbiera resztki słów. Nie chcę umierać, lecz nadszedł na mnie czas, czas do odejścia – nie mogę dłużej trwać…
Przebiegam myślą Twe serce pełne snów, Twe piękne miejsca, potoki Twoich słów; z dna oceanu wynurza nagle się obraz Twych marzeń – nie mogę kochać Cię…
Wokoło gwiżdże na mnie tylko wiatr. Śmieje się do mnie deszcz, który już spadł. Zamykam oczy i widzę obraz Twój, po raz ostatni – za chwilę zbraknie tchu…