Wiersze dla Ciebie

Jesteś tu obok, tuż koło mnie. Czy­tasz me wier­sze i nie wiesz, że czar­ne lite­ry na kart­ce tej są tyl­ko Two­je, że kocham Cię.

Jesteś tu obok, tuż koło mnie. Czy­tasz me wier­sze i dzi­wisz się. A ja po pro­stu wciąż jestem sam. Me ser­ce boli – cóż zro­bić mam?

Zostaw mnie

Nie ma Cię przy mnie, lecz zostaw mnie. Chcę być tak wol­nym, jakim jest ptak. Chciał­bym nic nie czuć, nie kochać Cię. Nie mnie dziś kochasz, więc daj mi znak.

Nim znik­niesz w dali, dowiedz się, że ci mnie sprze­da­li, co nio­są Cię…

Za bardzo

Są takie dni, kie­dy kocha się za bar­dzo. Wza­jem­no­ści wte­dy zawsze jest za mało. Są ludzie, co czy­jąś miło­ścią gar­dzą, dla­te­go Ci wraż­li­wi nie pozostają.

Są takie łzy, co są za bar­dzo gorą­ce. Pły­ną smut­ki z ranio­ne­go ser­ca. Są sło­wa, któ­re ranią i wię­cej, dla­te­go sny mają w nas tak mało miejsca.

Są tacy My, któ­rych zbyt mało kocha­ją. Oni pisu­ją wier­sze dla tych szczę­śliw­ców, co pozostają…

Pożegnanie

Dzię­ku­ję Ci, Mar­to, za zmia­ny w mym życiu, za bla­ski słoń­ca, szczę­ście wśród burz. Chcę tyl­ko powie­dzieć, jak bar­dzo Cię kocham; jak czę­sto Cię widzę i czę­sto szlo­cham. Chcę, byś wie­dzia­ła, co mia­łem na myśli i żebym wię­cej się nigdy nie przyśnił…

Więc żegnaj, ma Mar­to, bo ostrze już błysz­czy. Nie mogłem Cię kochać, ten stan mi się przyśnił…

Walentynka

Znam Cię tak bar­dzo jesz­cze nie­wie­le i nie wiem jesz­cze, co sądzić mam. „Masz dziw­ne oczy” – to dla mnie wie­le, więc coś napi­szę, prze­ko­nam się sam.

To co mogę dać

Krót­kie sło­wa na papie­rze, bez­ce­lo­wych pytań stos. Cała lista złud­nych zwie­rzeń, zała­ma­ny daw­no głos.

Słoń­ca bla­ski na mym nie­bie i okrut­nej burzy szał. Kil­ka uśmie­chów od Cie­bie i kapią­ca z oka łza.

Ser­ce, któ­re cią­gle kocha, gdy uczu­cie tra­ci sens. Duszę, któ­ra nocą szlo­cha, a gdy dnie­je – śmie­je się.

Pomy­lo­ny świat waria­ta za zasło­ną zwy­kłych snów. Znaj­dziesz klucz do tego świata,

lecz nie patrząc – musisz czuć!

Jeśli zaś sobie za dużo myślę, co mi się zda­rzyć zdą­ży­ło raz, powiedz, a wię­cej nic już nie wyślę – bom przy­zwy­cza­jon, że jestem sam.