Bez morału

Otacza mnie tłum beznadziejnie pustych głów.
Przekrzykują się wzajemnie i nie szczędzą ciętych słów.
Mam układy ze wszystkimi -
jednych kocham, drudzy mnie kupili.

Beznadziejne położenie w epicentrum wszelkich burz.
Ku nicości narodzony, zawieszony pośród mórz.
Jedne płyną lekkomyślnie, drugie -
piękne, lecz… czar pryśnie!

Ustawiony do kolejki po papierek końca szkół.
Gdyby nie zrządzenie losu, nie zastałabyś mnie tu.
Teraz słyszę z boku szept – bez ciebie
nie było tak źle.

Tak rozdarty, bo myślący, nie zaś głupi niczym but.
Kiedy umysł mam otwarty, zbyt nim wiele muszę czuć.
Bez morału kończę wiersz – ty dopowiedz, co tam chcesz,
albo obróć w pusty śmiech…