Dwunasta struna materii

Gdy­bym mógł wygiąć cza­so­prze­strzeń w tym nie­po­ję­tym, pią­tym wymia­rze; prze­pły­nąć świe­tli­stym tune­lem przez kolej­ne czar­ne dziu­ry wszech­świa­tów i roz­bić się o rafę odle­głe­go słoń­ca. Gdy­bym mógł uwol­nić się z ram cia­ła i cza­su i gdy­by moja bla­do­błę­kit­na ener­gia duszy w naj­czyst­szej for­mie mogła ist­nieć bez cier­pień. Gdy­bym mógł zatra­cić się w pierw­szej miło­ści, w jedy­nym i naj­szczer­szym uśmie­chu ser­ca, i każ­dej nocy z pięk­ną Ariad­ną spla­tać nicią gwiaz­dy. Gdy­bym mógł speł­nić te marzenia…

Prze­cież i tak pozo­stał­bym na moim ziem­skim pado­le bólu, smut­ku i samot­no­ści, gdy­by mi go zabra­kło, umarł­bym z tęsknoty.

Ziarnka

Czas prze­sy­pał wszyst­kie ziarn­ka w szkla­nej klat­ce mej klep­sy­dry. Budzę się każ­de­go ran­ka, słoń­ce w oknie błysz­czy zwykle.

Co za dzio­nek!” — myślę sobie — „jaka szko­da, wstał nie dla mnie”. Ja wciąż zako­cha­ny w Tobie, zno­wu czu­ję się, jak dawniej.

Daw­no już Cię nie widzia­łem w tym olbrzy­mim, brud­nym mie­ście. Tro­chę nawet zapo­mnia­łem, w innej swe szu­ka­łem szczęście.

Cóż mi z tego, gdy Cię widzę, przed uczu­ciem się nie bro­nię. Szep­czę, pro­szę, mówię, krzy­czę! pozwól dotknąć Two­ich dłoni…

O sto łez stąd

Nie bój się już pła­kać. Pod­daj się sza­leń­stwu. Poczuj, by szczę­śli­wym być, ze smut­kiem pokrewieństwo.

Nie bój się żeglo­wać. Pod­daj się oce­anom. Poczuj, by się nie bać wię­cej lek­kie wody kołysanie.

Miej­sce, któ­re zwiesz domem, przed nim dal. Miej­sce w swym ser­cu masz, nie jesteś sam.

Cią­gle szu­ka­ne szczę­ście twe, radość o któ­rą modlisz się, bli­żej niż myślisz jest. Masz do niej sto zale­d­wie łez.

Nie bój się już słu­chać. Pod­daj się, kie­dy głos brzmi. Myślisz, że jesteś w kozim rogu, ale masz tak wie­le stąd wyjść.

Nie cof­niesz wszyst­kim gło­du, śmier­ci, samot­nym bólu. Cza­sem chce­my już pod­dać się; głup­cy, jak my, wciąż próbują.

Pew­ne miej­sce bez­piecz­ne, przed nim dal. Spo­kój ten w jed­nym miej­scu masz.

Cią­gle szu­ka­ne szczę­ście twe, radość o któ­rą modlisz się, bli­żej niż myślisz jest. Masz do niej sto zale­d­wie łez.

Czym­kol­wiek jest to, co osu­szy twe łzy, możesz mieć jeśli chcesz, gdy uwie­rzysz że dziś wszyst­ko możesz mieć, kotku.

Miej­sce, któ­re zwiesz domem, przed nim dal. Miej­sce w swym ser­cu masz, nie jesteś sam.

Cią­gle szu­ka­ne szczę­ście twe, radość o któ­rą modlisz się, bli­żej niż myślisz jest. Masz do niej sto zale­d­wie łez.

Pierwszy niewysłany list

Piszę do Cie­bie, bom w siód­mym nie­bie. Gło­wę mam w chmu­rach, pode mną zgiełk. Słoń­ce nade mną, mia­sta pode mną, osnu­te lek­kim dywa­nem z mgieł. Bar­dzo tu cicho i żad­ne licho nie śmie zbyt gło­śno w mym raju być. Leżę na tra­wie, bez ruchu pra­wie, chciał­bym tu zostać, w tym miej­scu żyć.

Piszę do Cie­bie i wca­le nie wiem, dla­cze­go nie ma tu obok Cię. Choć przy­ja­cie­le, znam Cię nie­wie­le, nie wiem skąd moja sym­pa­tia jest. Znam Cię z widze­nia, słów wymie­nie­nia i nagle bar­dzo Cię lubię już. Tak krok po kro­ku, w następ­nym roku pew­nie już będę kom­plet­nie Twój…