Dwunasta struna materii

Gdy­bym mógł wygiąć cza­so­prze­strzeń w tym nie­po­ję­tym, pią­tym wymia­rze; prze­pły­nąć świe­tli­stym tune­lem przez kolej­ne czar­ne dziu­ry wszech­świa­tów i roz­bić się o rafę odle­głe­go słoń­ca. Gdy­bym mógł uwol­nić się z ram cia­ła i cza­su i gdy­by moja bla­do­błę­kit­na ener­gia duszy w naj­czyst­szej for­mie mogła ist­nieć bez cier­pień. Gdy­bym mógł zatra­cić się w pierw­szej miło­ści, w jedy­nym i naj­szczer­szym uśmie­chu ser­ca, i każ­dej nocy z pięk­ną Ariad­ną spla­tać nicią gwiaz­dy. Gdy­bym mógł speł­nić te marzenia…

Prze­cież i tak pozo­stał­bym na moim ziem­skim pado­le bólu, smut­ku i samot­no­ści, gdy­by mi go zabra­kło, umarł­bym z tęsknoty.