Projekt domu — podsumowanie

Czas: od 22 stycz­nia 2007
Kosz­ty:

  • ta stro­na jest do uzu­peł­nie­nia (i jej data do zmiany)

Nasze kry­te­ria:

  • dom dla rodzi­ny 2+3 (kto wie ile potom­stwa zechce­my mieć 😉 )
  • raczej nie­pod­piw­ni­czo­ny
  • garaż dosta­wi­my kie­dy indziej, wolnostojący
  • na dole musi być sypial­nia dla gości i gabinet
  • kuch­nia, jadal­nia i salon w jed­nym cią­gu (może być w kształ­cie lite­ry L) ale jakoś logicz­nie ułożone
  • kuch­nia z małą spiżarką
  • komi­nek
  • pomiesz­cze­nie gospo­dar­cze z osob­nym wejściem
  • będzie­my grzać prą­dem i komin­kiem więc kotłow­nia niepotrzebna
  • dwie łazien­ki: na dole prysz­nic, na górze wanna
  • na górze 4 pokoje
  • moż­li­wość odło­że­nia wykoń­cze­nia góry na póź­niej będzie dodat­ko­wym atutem 🙂
  • wydać jak najmniej 🙂

Zakup działki — podsumowanie

Czas: 22 stycz­nia — 27 mar­ca 2007
Kosz­ty:

  • 1000zł zadat­ku za rezer­wa­cję ofer­ty u pośred­ni­ka (22.01.2007)
  • 94zł za kopie map w Miej­skim Ośrod­ku Doku­men­ta­cji Geo­de­zyj­nej i Kar­to­gra­ficz­nej (23.01.2007)
  • 70zł za wypis i wyrys z miej­sco­we­go pla­nu zago­spo­da­ro­wa­nia prze­strzen­ne­go w urzę­dzie miej­skim (02.02.2007)
  • 7000zł zadat­ku dla sprze­da­ją­cych dział­kę (13.02.2007)
  • 878zł nota­riusz i poda­tek (13.02.2007)
  • 21zł zaświad­cze­nie o bra­ku zale­gło­ści podat­ko­wych (14.02.2007)
  • 60zł za dwa odpi­sy z ksiąg wie­czy­stych (16.02.2007)
  • to jesz­cze nie wszyst­ko — ten wpis jest do uzupełnienia

Nasze kry­te­ria:

  • wydać jak najmniej 🙂

Zakup działki — część XI

G poje­chał koło 8:30 do ZUSu ode­brać zaświad­cze­nie, któ­re mia­ło być dwa dni temu po połu­dniu goto­we. Ale zaświad­cze­nia nie ma. „Pro­szę pocze­kać ~50 minut to będzie”. Na to G nie poszedł. On nie pra­cu­je w urzę­dzie i cza­sem musi być w pra­cy punk­tu­al­nie. „To pro­szę jechać na IX piętro”.

Na IX pię­trze pani urzęd­nik z wiel­ką łaską star­go­wa­ła z 50 do 40 minut. Tyle że z 10 minut jecha­łem win­dą i cze­ka­łem aż mnie wpusz­czą przez domo­fon 🙂 To się G uparł. To go ode­sła­li do naczelniczki.

Naczel­nicz­ka wda­ła się z G w — co praw­da kul­tu­ral­ną i spo­koj­ną — dys­ku­sję jak to urzęd­ni­kom źle bo wydruk zaświad­cze­nia to nie wpi­sa­nie nume­ru NIP czy PESEL + wydruk, a katar­go z któ­rą nie da się upo­rać w 8 dni. Ale w koń­cu po jakichś 5 – 10 minu­tach zaświad­cze­nie przy­nie­sio­no i G je ode­brał. Uff.

Zakup działki — część X

G poje­chał przed pra­cą — czy­li koło 7 rano — pood­bie­rać zaświad­cze­nia. ZUS oczy­wi­ście pra­cu­je od 8, więc się nie­po­trzeb­nie prze­szedł. Na szczę­ście, skar­bów­ka wsta­je wcze­śniej (a może po pro­stu szyb­ciej koń­czy picie poran­nej kawy), więc tam bez pro­ble­mu zaświad­cze­nie ode­brał. Co praw­da z okien­ka „przyj­mo­wa­nie wnio­sków” a nie „wyda­wa­nie zaświad­czeń” (z któ­re­go go prze­pę­dzo­no), ale daro­wa­ne­mu — za 21zł — konio­wi w zęby się nie patrzy.

Koło 7:30 G doje­chał do wydzia­łu ksiąg wie­czy­stych sądu rejo­no­we­go (by sobie krót­szą nazwę zro­bi­li). Tam urzęd­nicz­ki sie­dzą od 7 ale nie przyj­mą inte­re­san­ta przed 8. Może to co napi­szę, będzie krzyw­dzą­ce dla zapra­co­wa­nych i sła­bo opła­ca­nych pra­cow­ni­ków sądu, ale z tego co widzia­łem, pra­ca w godzi­nach 7 – 8 pole­ga głów­nie na parze­niu kawy i poga­dusz­kach. Nie­mniej, 30 sekund na wyda­nie zaświad­cze­nia nikt nie znaj­dzie. Przy­naj­mniej G nie musiał wyjść na dwór, bo ochro­niarz pozwo­lił mu pocze­kać w budynku.

W mię­dzy­cza­sie kil­ka tele­fo­nów do ZUSu. Przed 8 nikt nie odbiera.

Punkt 8:00 G wszedł do poko­ju z kwit­kiem… I mało z tym kwit­kiem nie odszedł. Zaświad­cze­nie wg urzęd­nicz­ki, owszem, ma być dzi­siaj ale… po połu­dniu. Na kul­tu­ral­nie zwró­co­ną uwa­gę że nikt tego nie wspo­mniał przy skła­da­niu oraz proś­bę o litość po pół godzi­nie cze­ka­nia, zaświad­cze­nie na szczę­ście się znalazło.

Po wyj­ściu tele­fon do ZUSu. Po 8 też nikt nie odbie­ra. Dopie­ro o 8:07 ktoś pod­niósł tele­fon i oka­za­ło się że w ZUSie to samo, co w sądzie — 7 dni minie po połu­dniu, a nie rano, zaświad­cze­nia nie ma i nie wia­do­mo o któ­rej godzi­nie będzie. G odpu­ścił i poszedł do pracy.

Projekt domu — część II

Wybra­li­śmy sobie — szu­ka­jąc inten­syw­nie od jakie­goś cza­su — pro­jekt „Dom w Anyż­ku” z Archo­nu. Pasu­je nam jego układ, garaż prze­ro­bi­my na gabi­net i po paru mniej­szych popraw­kach będzie git. Kole­ga G z liceum jest archi­tek­tem i byli­śmy u nie­go by obga­dać co i jak. Spra­wa­mi typu przy­łą­cza, geo­de­ta, itp. tak­że on się zaj­mie, więc spad­nie z nas cię­żar wie­lu zmartwień 🙂

Póki co nie­wie­le jest kon­kre­tów, ale już wie­my za co się zabrać i jak. Archi­tekt zamó­wi pro­jekt w Archo­nie (mówi że ma jakąś zniż­kę dodat­ko­wo) i jak już będzie­my go mie­li, to będzie­my kombinować.

Póki co chce­my zro­bić takie oto przeróbki:

  • zbu­du­je­my lustrza­ne odbi­cie tego domu, bo bar­dziej pasu­je nam do dział­ki (mamy wjazd od połu­dnio­wo-wschod­nie­go naroż­ni­ka niestety)
  • garaż zmie­ni­my na gabinet
  • bra­mę gara­żu zamie­ni­my na okno
  • powięk­szy­my łazien­kę i pomiesz­cze­nie gospo­dar­cze kosz­tem garażu/gabinetu
  • okna w pomiesz­cze­niu gospo­dar­czym zamie­ni­my na drzwi
  • usu­nie­my komi­ny spa­li­no­we i wen­ty­la­cyj­ne (poza tym od komin­ka), bo będzie­my grzać prą­dem, a wen­ty­la­cję zro­bi­my mecha­nicz­ną z odzy­skiem ciepła
  • powięk­szy­my łazien­kę na górze kosz­tem jed­ne­go z pokoi

Wie­le osób nam odra­dza (włącz­nie z archi­tek­tem, któ­re­go ojciec zakła­da gazo­we pie­ce 😉 ) ogrze­wa­nie elek­trycz­ne. Wen­ty­la­cja mecha­nicz­na tak­że nie spo­ty­ka się ze zrozumieniem.

Chce­my jed­nak zbu­do­wać nowo­cze­sny dom, w któ­rym za 10 lat, gdy ener­gia zdro­że­je, nie będzie trze­ba za dużo przerabiać.

Wen­ty­la­cja mecha­nicz­na z odzy­skiem cie­pła jest pozor­nie dro­ga, ale pozwa­la zaosz­czę­dzić na oknach, budo­wie komi­nów, a — przede wszyst­kim — na rachun­kach za ogrze­wa­nie w przy­szło­ści. Pozwa­la też stwo­rzyć w domu lep­szy kli­mat i mieć zawsze świe­że powie­trze, co dla aler­gi­ka jak G (nasze dzie­ci pew­nie też będą aler­gi­ka­mi — oby nie bo będę miał prze­chla­pa­ne u A) jest dość ważne.

Grza­nie prą­dem w dobrze ocie­plo­nym domu nie jest dużo droż­sze od grza­nia gazem. Spraw­dzi­li­śmy to i jest tak nawet jak się liczy kal­ku­la­to­rem na stro­nie gazow­ni 😉 Jeśli w przy­szło­ści zabrak­nie ropy, węgla lub gazu, inni będą wymie­niać pie­ce. My po pro­stu sko­rzy­sta­my z tego, że zakład ener­ge­tycz­ny wymie­ni elek­trow­nię na np. ato­mo­wą. Zało­ży­my pie­ce aku­mu­la­cyj­ne z dyna­micz­nym roz­ła­do­wa­niem, któ­re raz że cią­gną prąd tyl­ko w taniej tary­fie, to jesz­cze pozwa­la­ją na tak dokład­ną regu­la­cję, na jaką nie pozwo­li żaden sys­tem z cen­tral­nym piecem.

Gdy napa­li­my cza­sem w komin­ku, wen­ty­la­cja z odzy­skiem cie­pła roz­pro­wa­dzi ener­gię po całym domu i pie­ce auto­ma­tycz­nie zeżrą mniej prą­du przy naj­bliż­szym ładowaniu.

Insta­la­cja ogrze­wa­nia elek­trycz­ne­go wyj­dzie nam tro­chę taniej niż gazo­wa, a jak doda­my jesz­cze koszt docią­gnię­cia gazu, któ­ry jest dale­ko od dział­ki, wyj­dzie spo­ra róż­ni­ca, któ­rą lepiej wyj­dzie zain­we­sto­wać w jakieś fun­du­sze. Kwe­stię stra­chu przed posia­da­niem w domu gazu pomijam 😉

Jeśli cho­dzi o cie­płą wodę, też chce­my ją grzać prą­dem (zakład ener­ge­tycz­ny na nas nie­źle zaro­bi 😉 ) Zało­ży­my 3 ogrze­wa­cze prze­pły­wo­we bli­sko punk­tów pobo­ru wody: w obu łazien­kach i w kuch­ni. Dzię­ki temu zaraz po odkrę­ce­niu wody będzie­my mie­li ją w takiej tem­pe­ra­tu­rze, jaka jest potrzeb­na, co pozwo­li zaosz­czę­dzić na szyb­kim zapeł­nia­niu szam­ba (bo nie wia­do­mo kie­dy wyko­na­ją nam na osie­dlu zapla­no­wa­ną kana­li­za­cję) zim­ną wodą spusz­cza­ną bez­u­ży­tecz­nie zanim pole­ci cie­pła. Może wyj­dzie to tro­chę dro­żej niż gaz ale nie jest to dra­stycz­na róż­ni­ca, a nasz kom­fort też się liczy.

Tyle pomy­słów na razie. Cze­ka­my aż archi­tekt ścią­gnie pro­jekt, wte­dy będzie­my dzia­łać dalej.