Pozostaję

Kie­dy ostat­nia spad­nie z Twych gwiazd, kie­dy się zerwie sza­lo­ny wiatr; kie­dy Cię porzu­ci ten wred­ny świat, kie­dy przed Tobą dróg wie­lu szmat; kie­dy mija­ją ostat­nie z lat, pło­ną ostat­nie ze sta­rych dat; kie­dy z Twych miejsc nie zna­czą map, kie­dy woko­ło jest wie­le wad; gdy bez­li­to­śnie upły­wa czas, nisz­cząc po dro­dze ozna­ki dnia; kie­dy ostat­ni z przy­ja­ciół padł, to pozo­sta­ję Ci jesz­cze ja…

Przy ognisku

Połóż ręce na mym ser­cu – ogrzej swe skost­nia­łe dło­nie. Ono na spo­tka­nie z Tobą nie­spo­koj­nym ogniem płonie.

Wejdź do środ­ka, nie stój sama na tym zim­nie, zmar­z­niesz w śnie­gu. Przed Tobą otwar­ta bra­ma do kró­le­stwa przebiśniegów.

Zaj­mij miej­sce przy ogni­sku, usiądź tutaj, tu koło mnie. Cie­pło pło­ną w pale­ni­sku zdrad­nych uczuć czu­łe ognie.

Ucisz sło­wa, któ­re krzy­czą, wiem już, co chcesz mi powie­dzieć. Praw­dzi­we uczu­cia mil­czą, sami chce­my o nich wiedzieć.

Połóż rękę na mym ser­cu – ogrzej swe skost­nia­łe pal­ce. Czu­ję w ich lek­kim doty­ku, że wygra­łem w mojej walce.

Za oknem

Pożół­kły liście, na sta­rość spa­dły z drzew. Za oknem zim­no, to zima zbli­ża się.

W ser­cu tak samo, lodo­wiec wita mnie. A nie mam siły, by ogrzać Cię.

Mar­z­nij sama – to okrut­ne. Mar­z­nij sama, ze swym smutkiem…

Pada­ją desz­cze, a cza­sem śnieg. Skru­szyć chcą zie­mię kul­ki lodu z Two­ich łez…

Czas

Za moim oknem zno­wu pada deszcz. Kro­pla za kro­plą zmy­wa reszt­ki łez.

Chcę zno­wu kochać, chcę odkryć życia sens. Chcę wszyst­ko oddać, by kie­dyś posiąść Cię…

Nie ma już Cie­bie, ode­szłaś w siną dal. Wszyst­ko na nie­bie ubie­ra smu­tek, żal.

Pół­to­ra roku wie­rzy­łem bar­dzo w nas. A teraz sto­ję z boku, bo skoń­czył się mój czas.

Wierzę

Kie­dy deszcz bęb­ni w ciem­ne szy­by snów, mówisz, że pogo­da się psu­je znów. A dla mnie świe­ci słoń­ce, bo wierzę.

Kie­dy ktoś puka w ciem­ne szy­by serc, mówisz, że miło­ścią je ranić chce. A dla mnie on jest samot­ny, bo wierzę.

Kie­dy ktoś swe sło­wa rzu­ca na wiatr, mówisz, że już rozu­my wszyst­kie zjadł. A dla mnie on wciąż mil­czy, bo wierzę.

Kie­dy Cię kocham z naj­szczer­szych źró­deł, mówisz, że praw­dzi­wie kochać nie umiem. A ja trwam, bo wierzę.

Gdy tań­czę z zacie­kłym wro­giem Twym, Ty mówisz – wspo­mnij swo­je łzy. Nie słu­cham, bo wie­rzę, że kiedyś…