Świąteczna pocztówka

Weso­łych Świąt dale­ko stąd, Cho­in­ki skrzą­cej się bla­skiem świec. Rado­ści moc, gwiazd­ki w tę noc, No i niech w bie­li tuli Cię śnieg.

W magicz­ny czas niech wia­ra trwa, Wspo­mnij pod­nieb­ny pas Mlecz­nych Szla­ków. Ani krzty łez — uśmie­chaj się!…

 - Życzy Ci Polski Związek Rybaków.

All your love

Come on clo­ser, sit by fire Feel the warmth of my desi­re Come on baby, use your lips Teasy my patien­ce with a kiss

Come on fon­der, lay me down Let me slow­ly in you drown I’ve been waiting who­le my life Just to have you here, beside

Come on over, do your best That aga­in I’ll never rest I will never let you go ‘Cau­se I’ve tasted all your love I don’t need any­thing more

Czym jest dla mnie miłość

Kie­dy poda­ję dłoń przy­ja­ciół­ce. Kie­dy z zachwy­tem patrzę na wio­sen­ną zie­leń. Kie­dy mówię „mamo”. Kie­dy tań­czę wśród desz­czu i mgieł. Kie­dy poma­gam komuś obce­mu. Kie­dy zapie­ra mi dech gór­ska pano­ra­ma. Kie­dy się ze mnie śmie­ją, a ja się do nich przy­łą­czam. Kie­dy słu­cham szep­tów wia­tru. Kie­dy nie mając już sił idę do przo­du. Kie­dy dzię­ku­ję Bogu za nie­bo. Kie­dy ktoś mnie rozu­mie. Kie­dy chy­lę czo­ła przed prze­strze­nią i dzie­ja­mi. Kie­dy posy­łam dzie­ci do szko­ły i cału­ję żonę na powi­ta­nie. Kie­dy inni mówią „to wła­śnie ją czu­ję” — to jest MIŁOŚĆ.

Do interpretujących

Nic się nie dzie­je… Co by tu napi­sać? Może liryk miło­sny, mą miłość opisać?

Ale jak to zro­bić? W jakie ująć sło­wa wszyst­ko to, co dziw­ne? Już mnie boli głowa…

Stwo­rzyć nowy język? To zbyt wiel­kie dzie­ło. Bo jak ująć w dźwię­ki, co mil­czeć zaczęło?

Nadal nic nowe­go… Co by tu napi­sać? Ty nie inter­pre­tuj tego, com zapisał.

Do siebie samego

Doceń każ­dą chwi­lę, któ­rą w dło­ni masz. Kocham Cię nad życie, a me ser­ce znasz. Choć — być może — jutro rze­ka zmie­ni bieg, Póki żyjesz jesz­cze, ciesz się chwi­lą, ciesz.

Popatrz pro­sto w słoń­ce, gdy się zbu­dzi świt. Tej kaska­dy barw­nej nie oglą­dał nikt. Wyjdź na pustą pla­żę, na jesien­ny wiatr. Póki żyjesz jesz­cze, nie pora na żal.

Pójdź tą wąską ścież­ką poprzez szczy­ty gór. Kie­dyś do nich dotrzesz, póź­niej — runiesz w dół. Śmiej się w oczy gwiaz­dom, ty już dobrze wiesz: Nie ma się co mar­twić, ciesz się chwi­lą, ciesz!…