Wielki plan

Poko­chać mia­łem mądrze i szu­kać wza­jem­no­ści. A mia­ło być tak dobrze bez cza­su, odległości.

I mia­łem kochać rozum, i cechy cha­rak­te­ru. Spo­ty­kać się nad wodą wśród cichych wio­sny szmerów.

Tak, mia­łem być już pew­ny, że nigdy nie odej­dzie. Naj­bliż­szą będzie krew­ną, do mej rodzi­ny wejdzie.

Lecz wte­dy się zja­wi­łaś i pla­ny me runę­ły. Gdy w oczy me patrzy­łaś, zasa­dy gdzieś prysnęły.

Wystar­czył jeden uśmiech, ulot­ne dwa spoj­rze­nia i wszyst­kie ide­ały się­gnę­ły zapomnienia.

Zmrok na przełęczy

Spójrz: w odda­li błysz­czą świa­tła, mia­sto skła­da się do snu. Sły­szysz? Świersz­cze z cicha gra­ją koły­san­kę sta­rych gór.

Noc zapa­dła, nad lasa­mi roz­cią­gnę­ła skrzy­dła swe. Sta­re drze­wa z cicha szu­mią, liście pie­ści wia­tru dech.

Spójrz: na nie­bie zło­te gwiaz­dy, a nad nimi dobry Bóg. Znów nie mogę z Tobą zasnąć, bo sam cał­kiem wsze­dłem tu…

Above

All the pity by my side I am kil­led I can­not die I have been the­re — always felt Like it all was big mistake

Oh what a misun­der­stan­ding Oh what a swamp we’re defending

All the bad is by my side People wal­king by — good­bye I’m not the­re now what a feel ‘Cau­se I’m still ali­ve and still

Oh what a misun­der­stan­ding I left What a swamp you’re defen­ding to death Endless death

Until sun aga­in will rise ‘Till I’ll be in para­di­se You’ll feel badly smel­ling bre­ath It will be your sud­den death

Oh what a quick end Of the big mista­ke What a time for death What a love­ly day!

Spotkanie

Słoń­ce… Sto­ję pośród skał, mię­dzy nimi wiatr, jestem sam… Woda… Potok szu­mi gdzieś, wznieś się, orle, wznieś, jestem tam… Zie­mia… Sto­ję pośród traw, żół­to kwit­nie kwiat, pola­na… Nie­bo… W chmu­ry strze­la szczyt, mój smu­tek już znikł, spo­tka­nia… Ludzie… Gwar ich daw­no ścichł, tu nie cier­pi nikt, „dzień dobry”… Jestem… Cisza gór­skich dróg, cichy szmer mych gór mnie zmogły…

Raft

I’m a lit­tle raft dri­fting thro­ugh the endless sea. Loaded with the cru­el cra­ving, I’m abo­ut to sink.

People are like vicio­us storm thro­wing thun­ders hard. Dark clo­uds of them don’t let show navi­ga­tion stars.

You’re my only lit­tle bre­eze blo­wing in my sails. Stran­ge­’s that kind of love­ly feel You’re the right to fall.