Nie rozumiem Twittera ani Blipa

To miał być komen­tarz u Paw­ła, ale w koń­cu się roz­pi­sa­łem to publi­ku­ję to jako wła­sny wpis.

Ostat­nio zało­ży­łem z cie­ka­wo­ści kon­to na Bli­pie, ale nadal nie rozu­miem idei tego wszystkiego.

Kie­dyś chcia­łem napi­sać sobie pro­sty pro­gra­mik do robie­nia takich wpi­sów — choć­by po to by móc wrzu­cić sobie tam „poło­ży­łem klu­cze na 3 pół­ce od dołu w szaf­ce na przed­po­ko­ju” i potem to wyszu­kać 😀 — i ilość kana­łów któ­ry­mi moż­na not­kę na Bli­pa wrzu­cić jest dla mnie imponująca.

Nie­mniej nie rozu­miem idei upu­blicz­nia­nia wszyst­kich tych notek. Będąc w cie­ka­wym miej­scu 2 – 3 dni potra­fię wyge­ne­ro­wać 800‑1000 foto­gra­fii; w prze­rwach w pra­cy i po pra­cy, a tak­że nudząc się w podró­ży mógł­bym pew­nie nawet kil­ka­set notek dzien­nie na Bli­pie wygenerować.

Szum infor­ma­cyj­ny któ­ry ja sam gene­ru­ję sta­je się poma­łu dla mnie nie do ogar­nię­cia. Nie rozu­miem jak moż­na dobro­wol­nie dodać jesz­cze czyjś szum do „obser­wo­wa­nych”. No chy­ba że był­by to Sta­ni­sław Jerzy Lec z jego Myśla­mi Nieuczesanymi 😉