Świat

Pośród szkla­nek, kar­to­nów hula wiatr. Wszyst­ko obmył ten deszcz, co już spadł. W małych oknach świa­tła poga­sły już. Nikt nie prze­mie­rza już żad­nej z dróg…

Pło­ną rudo kart­ki, co spa­dły z drzew. W żyłach burzy się nie­spo­koj­na krew. Nic już z Nimi nie zro­bi dziś nikt. Zno­wu zamkną przed nami swe drzwi.

Sądy unie­win­nią całe zło. Zmy­ją ska­zę z nie­ludz­kich rąk. Wbi­je nóż w ple­cy Twój wła­sny brat. Zosta­je pyta­nie: Czy to nasz świat??

Królowa świata

Ona jest sil­na, nie lęka się zła, kie­dy już przyj­dzie, na wie­ki trwa. Nie chce dowo­dów, ni wiel­kich słów; tak tyl­ko Ona tuli do snu.

Ona jedy­na w sobie dobro ma i pra­gnie dawać, nie tyl­ko brać. Nie zna zazdro­ści, bo spo­koj­na jest, że jasny pło­mień nie wypa­li się.

I tyl­ko Ona praw­dzi­wa jest, Jej dro­ga zawsze pro­wa­dzi gdzieś. Jej cie­pło czu­le roz­pa­la ser­ce. Oto jest Miłość – cze­mu Jej nie chcesz?

Cierpienia młodego Wertera…

…jako mate­riał do roz­wa­żań dla współ­cze­sne­go nastolatka”

Powie­szę się. Odbio­rę sobie życie, tak jak on. Na prze­kór dziew­czy­nie, któ­ra mnie nie zna, choć może byli­śmy razem.

Umrę. Zadzwo­ni w wie­ży dzwon. Pomi­mo gro­bu ago­nia będzie trwać, gdy zim­nem mnie obdarzy.

Boha­ter. Nie­trud­no nim być na papie­rze lub pew­nie idąc na śmierć, same­mu z tą decyzją.

Bun­tow­nik. Też mógł­bym trwać w tej wie­rze, ser­ce odważ­ne mieć i sie­dzieć nad walizką…

Jedyna prawdziwa

Wszy­scy mówią o miło­ści, któ­ra tyl­ko chce wyrze­czeń, mię­dzy tyl­ko dwoj­giem ludzi, peł­nej wes­tchnień i złorzeczeń.

Wszy­scy mówią, że jedy­na, nie ist­nie­ją żad­ne inne. Ja dziś wiem, że to nie praw­da i miło­ści są niewinne.

I bywa­ją bez wyrze­czeń, i bywa­ją bez bojaź­ni. Cza­sem wię­cej, niż dwie dusze w tej miło­ści, bo w przyjaźni.

Słowo

Cza­sem rani tak, jak nóż, cza­sem wzbu­rza milion burz. Cza­sem bije pro­sto w twarz, cza­sem dość już nie­go masz.

Cza­sem dzie­li ser­ca dwa, cza­sem skądś szcze­gó­ły zna. Cza­sem pro­sto z mostu drwi, cza­sem ciśnie z oczy łzy.

Cza­sem zła­mie Cię na pół, cza­sem nie pochle­biasz mu. Cza­sem sta­je w gar­dle ością, cza­sem mówi o miłości…

Cza­sem nama­lu­je śmiech, cza­sem nie za wie­le wie. Cza­sem nawet słod­kie jest, cza­sem nie jest cał­kiem złe.

Cza­sem nie wiesz, co to jest to, co łamie tyle serc. A wystar­czy ruszyć gło­wą – to po pro­stu zwy­kłe słowo…