Ziarnka

Czas prze­sy­pał wszyst­kie ziarn­ka w szkla­nej klat­ce mej klep­sy­dry. Budzę się każ­de­go ran­ka, słoń­ce w oknie błysz­czy zwykle.

Co za dzio­nek!” — myślę sobie — „jaka szko­da, wstał nie dla mnie”. Ja wciąż zako­cha­ny w Tobie, zno­wu czu­ję się, jak dawniej.

Daw­no już Cię nie widzia­łem w tym olbrzy­mim, brud­nym mie­ście. Tro­chę nawet zapo­mnia­łem, w innej swe szu­ka­łem szczęście.

Cóż mi z tego, gdy Cię widzę, przed uczu­ciem się nie bro­nię. Szep­czę, pro­szę, mówię, krzy­czę! pozwól dotknąć Two­ich dłoni…

O sto łez stąd

Nie bój się już pła­kać. Pod­daj się sza­leń­stwu. Poczuj, by szczę­śli­wym być, ze smut­kiem pokrewieństwo.

Nie bój się żeglo­wać. Pod­daj się oce­anom. Poczuj, by się nie bać wię­cej lek­kie wody kołysanie.

Miej­sce, któ­re zwiesz domem, przed nim dal. Miej­sce w swym ser­cu masz, nie jesteś sam.

Cią­gle szu­ka­ne szczę­ście twe, radość o któ­rą modlisz się, bli­żej niż myślisz jest. Masz do niej sto zale­d­wie łez.

Nie bój się już słu­chać. Pod­daj się, kie­dy głos brzmi. Myślisz, że jesteś w kozim rogu, ale masz tak wie­le stąd wyjść.

Nie cof­niesz wszyst­kim gło­du, śmier­ci, samot­nym bólu. Cza­sem chce­my już pod­dać się; głup­cy, jak my, wciąż próbują.

Pew­ne miej­sce bez­piecz­ne, przed nim dal. Spo­kój ten w jed­nym miej­scu masz.

Cią­gle szu­ka­ne szczę­ście twe, radość o któ­rą modlisz się, bli­żej niż myślisz jest. Masz do niej sto zale­d­wie łez.

Czym­kol­wiek jest to, co osu­szy twe łzy, możesz mieć jeśli chcesz, gdy uwie­rzysz że dziś wszyst­ko możesz mieć, kotku.

Miej­sce, któ­re zwiesz domem, przed nim dal. Miej­sce w swym ser­cu masz, nie jesteś sam.

Cią­gle szu­ka­ne szczę­ście twe, radość o któ­rą modlisz się, bli­żej niż myślisz jest. Masz do niej sto zale­d­wie łez.

Pierwszy niewysłany list

Piszę do Cie­bie, bom w siód­mym nie­bie. Gło­wę mam w chmu­rach, pode mną zgiełk. Słoń­ce nade mną, mia­sta pode mną, osnu­te lek­kim dywa­nem z mgieł. Bar­dzo tu cicho i żad­ne licho nie śmie zbyt gło­śno w mym raju być. Leżę na tra­wie, bez ruchu pra­wie, chciał­bym tu zostać, w tym miej­scu żyć.

Piszę do Cie­bie i wca­le nie wiem, dla­cze­go nie ma tu obok Cię. Choć przy­ja­cie­le, znam Cię nie­wie­le, nie wiem skąd moja sym­pa­tia jest. Znam Cię z widze­nia, słów wymie­nie­nia i nagle bar­dzo Cię lubię już. Tak krok po kro­ku, w następ­nym roku pew­nie już będę kom­plet­nie Twój…

Pożegnanie z Anną

Żegnaj przy­ja­ciół­ko, chy­ba minął już nasz czas. Żegnaj przy­ja­ciół­ko, cza­sem nie­przy­chyl­ny los. Żegnaj przy­ja­ciół­ko, mia­ła wiecz­nie przy­jaźń trwać. Żegnaj przy­ja­ciół­ko, w koń­cu masz mnie pew­nie dość.

Parę słów na odchodnym

Chodź tutaj mała, mam parę słów. Nie roz­ma­wia­my od daw­na już. Nie chcesz roz­sta­nia, lecz muszę iść. Trze­ba mi dalej do przo­du żyć. Bywa­ło faj­nie — z pew­no­ścią tak. Dziś po tym wszyst­kim nie został ślad. Nie chcę wspo­mi­nać tych wspól­nych dni. Nie chcę już słu­chać wymó­wek twych. Nie będę dłu­żej już słu­chać kłamstw. Wiedz, że to mówię ostat­ni raz.

Chodź tutaj mała, mam parę słów. Czy wiesz, jak wiel­ki spra­wi­łaś ból? Mogłaś powie­dzieć, że to był błąd i nie­omyl­nie odje­chać stąd. Szu­ka­łem rady, zna­la­złem nóż wbi­ty w me ple­cy przez kogoś z gór. Musia­łem zabić mych uczuć bieg. Zdu­si­łem ser­ce, pły­nąc na brzeg. Dziś coraz szyb­ciej odcho­dzisz w cień. Wkrót­ce zapo­mnę każ­dy nasz dzień. Został sen­ty­ment do paru miejsc, lecz on nie boli, czy o tym wiesz?

Chodź tutaj mała, mam parę słów. Cze­mu nie umiesz się w miłość wczuć? Cóż ci zaszko­dzi powie­dzieć mi praw­dę, dla­cze­go nie chcesz mą być?? Dla­cze­go mówisz, że ranię cię?! Prze­cież to nie ja zmie­ni­łem cel! Możesz się gnie­wać, jeże­li chcesz. Wiem, że mam rację. Czy ty to wiesz?