Zakup działki — część IV

G dzwo­nił do urzę­du mia­sta, żeby się spy­tać czy może już przy­szy­ko­wa­li wyrys i wypis. Pani naj­pierw była zdzi­wio­na że już dzwo­ni­my, bo „pismo dopie­ro wpły­nę­ło” (hehe, 5 dni = dopie­ro co), ale potem prze­łą­czy­ła do innej pani, a ta powie­dzia­ła, żeby zadzwo­nić w pią­tek to może już będzie gotowe.

Po pra­cy G pod­je­chał też do przy­szłych sąsia­dów. Ale dale­ko miesz­ka­ją 🙂 W każ­dym razie, sym­pa­tycz­ni ludzie. Budu­ją się w podob­ny spo­sób co my — posta­wić dom, a potem jakoś go wykoń­czyć poma­łu. Roz­ma­wia­li­śmy głów­nie o przy­łą­czach. Sąsie­dzi chcą wier­cić stud­nię i zbu­do­wać szam­bo. W poło­wie lute­go odbie­ra­ją warun­ki przy­łą­cza elek­trycz­ne­go. Ma podob­no być budo­wa­na nowa tra­fo­sta­cja któ­ra pod­pię­ta będzie do linii 15kV któ­ra jest nie­da­le­ko. Na szczę­ście na koszt Enei 😉

Sąsiad powie­dział, że jeśli koszt pod­pię­cia do wodo­cią­gu podzie­lo­ny na 2 – 3 sąsia­dów był­by nie za duży, to też się na to pisze. Zoba­czy­my więc co powie­dzą w wodo­cią­gach. W sumie, stud­nia z wła­sną wodą nie­głu­pia rzecz, np. pod­le­wa­nie ogród­ka jest pra­wie za dar­mo wte­dy 🙂 G zasta­na­wia się też czy nie zbu­do­wać przy­do­mo­wej oczysz­czal­ni ścieków.