Polskie daty w WordPressie

Dener­wu­ją mnie daty, któ­re stan­dar­do­wo PHP daje, gdy uży­je się „F” w strin­gu for­ma­to­wa­nia (np. l, j F Y daje „czwar­tek, 10 sier­pień 2006”). Wg pol­skiej orto­gra­fii powin­no być „10 sierp­nia”, a nie „10 sierpień”.

Word­Press 2.0 (nie wiem czy poprzed­nie wer­sje też) ma odpo­wied­nie hooki i moż­na się pod­piąć z fil­trem pod wywo­ła­nia the_time() i the_date().

Oto mój plu­gin, któ­ry zamie­ni w datach „sier­pień” na „sierp­nia”, „paź­dzier­nik” na „paź­dzier­ni­ka”, itp. Wystar­czy zain­sta­lo­wać, włą­czyć, użyć „F” w strin­gu for­ma­to­wa­nia daty, i voila 🙂

Pobierz plu­gin — wer­sja 1.0

Nadużycie socjalu

Nasz pięk­ny kraj kosz­tu­je mnie co mie­siąc oko­ło 50 – 60% mojej pra­cy. 40% odda­ję od razu na VAT, PITZUS, a kolej­ne zło­te odda­ję Pań­stwu Pol­skie­mu w zaku­pach nie na fir­mę (VAT), akcy­zie, podat­kach grun­to­wych, od nie­ru­cho­mo­ści, w tak­sach kli­ma­tycz­nych, opła­tach w urzę­dach, itp., itd.

Wszy­scy, któ­rzy prze­kra­cza­ją próg pomo­cy socjal­nej, dosta­ją od pań­stwa mniej wię­cej tyle samo, nie­za­leż­nie od tego, ile za nie pła­cą (ja wiem, że nie­któ­re rze­czy są tyl­ko w teo­rii, ale to nie jest prak­tycz­ny golb 😉 ):

  • woj­sko­wą ochro­nę gra­nic i poli­cyj­ną ochro­nę wewnętrz­ne­go porząd­ku — czy­li gene­ral­nie mówiąc mono­pol Pań­stwa na sto­so­wa­nie przemocy
  • jako takie warun­ki do nor­mal­nej egzy­sten­cji — ochro­nę praw czło­wie­ka, regu­la­cję mecha­ni­zmów ryn­ko­wych i eko­no­micz­nych, itp.
  • dar­mo­we” szkol­nic­two i służ­bę zdrowia
  • spo­łecz­ne zabez­pie­cze­nie przed kalec­twem (ren­ta) i sta­ro­ścią (eme­ry­tu­ra)

Nie mam poję­cia, ile kosz­tu­je utrzy­ma­nie tego wszyst­kie­go w prze­li­cze­niu na jed­ne­go oby­wa­te­la. Sza­cu­ję (28 mln zdol­nych do pra­cy, 38 mln wszyst­kich, śred­nia pła­ca brut­to 2300zł, 20% bez­ro­bo­cia, „dzień wol­no­ści podat­ko­wej” 30 czerw­ca), że jest to mie­sięcz­nie oko­ło 680zł w tej chwi­li. Spo­ro, zwa­żyw­szy na fakt, iż oso­ba (któ­rych jest w Pol­sce naj­wię­cej) zara­bia­ją­ca mini­mum socjal­ne nie jest w sta­nie tyle na Pol­skę wyłożyć.

Ponow­nie — nie mam poję­cia, jak jest dzie­lo­na ta kasa. Zno­wu sza­cu­ję (28 mln zdol­nych do pra­cy, 38 mln wszyst­kich, 20% bez­ro­bo­cia, dodat­ko­wo jakieś 20% nie wytwa­rza PKB — urzęd­ni­cy, itp.), że 17mln osób musi utrzy­mać te pozo­sta­łe 21 mln. Jak bym nie liczył, wycho­dzi mi że 44% spo­łe­czeń­stwa utrzy­mu­je pozo­sta­łe 56%. Chy­ba bli­skie to jest praw­dy, bo czę­sto się sły­szy, że w Pol­sce na jed­ne­go pra­cu­ją­ce­go przy­pa­da 1 niepracujący.

Na co idą pie­nią­dze pła­co­ne przez 44% pra­cu­ją­ce­go i zara­bia­ją­ce­go ponad mimi­mum socjal­ne społeczeństwa?

Na pomoc dla pozostałych.

Ja rozu­miem, że mamy war­to­ści demo­kra­tycz­ne i huma­ni­tar­ne. Zga­dzam się, że nie moż­na zosta­wić bez pomo­cy osób cier­pią­cych głód i nędzę. Wię­cej — uwa­żam, że nawet z czy­sto eko­no­micz­ne­go punk­tu widze­nia nie opła­ca się zosta­wić osób, któ­rym się nie uda­ło, na śmierć.

Rozu­miem i akcep­tu­ję rolę pań­stwa jako regu­la­to­ra nie­ko­rzyst­nych zja­wisk, któ­re pły­ną z kapi­ta­li­zmu i wol­ne­go ryn­ku. Ba, chęt­nie oddam poło­wę swo­jej pen­sji na zapew­nie­nie w mia­rę god­ne­go bytu oso­bom, któ­rym w tej chwi­li wie­dzie się źle.

Ale do cho­le­ry, niech te 56% ma tro­chę sza­cun­ku do swo­ich dobro­czyń­ców. Sko­ro ktoś żyje z zasił­ku, albo ren­ty niech nie okra­da mi piw­ni­cy, nie dziu­ra­wi opon w samo­cho­dzie, nie spra­wia, że boję się wyjść na uli­cę wie­czo­rem. Niech nie obno­si się ze swo­im życiem za jał­muż­nę („ze mną będzie ci lepiej, ja mam ren­tę” — tak jakiś lum­pek zacze­piał kie­dyś w pocią­gu moją narze­czo­ną). Niech w koń­cu nie wyda­je na wódę pie­nię­dzy, któ­re dostał „na dzieci”.

Wresz­cie — niech nie bie­rze zasił­ku gość, któ­ry jest sil­niej­szy i zdrow­szy ode mnie, a do pra­cy nie idzie tyl­ko dla­te­go, że „za 3,50zł mu się nie opła­ca”. Mi też się kur­de nie opła­ca, choć zara­biam niby wię­cej. „Niby”, bo poło­wę zarob­ku oddam na utrzy­ma­nie takie­go trut­nia właśnie.

Powiesz, Czy­tel­ni­ku: „świet­nie, mnie też to dener­wu­je, ale co z tym zro­bić; odciąć pomoc wszyst­kim?”. Otóż pałę­ta się po mojej gło­wie takie roz­wią­za­nie, któ­re mogło­by zmniej­szyć mar­no­tra­wie­nie moich i Two­ich pie­nię­dzy na socjal­ne nadużycia.

Dla­cze­go zasił­ki i pomoc wsze­la­ka jest udzie­la­na w gotówce?

Kie­dy pod­cho­dzi do mnie ktoś na dwor­cu i pro­si o pie­nią­dze, a ja je mu dam, wyda je zapew­ne na alko­hol. Kie­dy pro­po­nu­ję, że kupię mu coś do jedze­nia, na ogół sły­szę „ty ch…” i gość rezy­gnu­je z mojej pomo­cy. Pokor­nie przyj­mu­ją moją pomoc tyl­ko ci, któ­rzy fak­tycz­nie jej potrzebują.

Dla­cze­go nie ogra­ni­czyć pomo­cy socjal­nej do zaspo­ka­ja­nia jedy­nie pod­sta­wo­wych potrzeb czło­wie­ka? Nie masz z cze­go żyć, bra­ku­je Ci na jedze­nie — pań­stwo Ci pomo­że prze­żyć. Nic wię­cej. Zamiast gotów­ki wystar­czy­ło­by dawać zasił­ki w bonach (coś jak Sode­xho np.), któ­rych nie dało­by się wymie­nić na dowol­ny towar. Dosta­jesz bon, możesz go „wydać” jak pie­nią­dze gdzie­kol­wiek, ale nie możesz za nie­go kupić np. alkoholu.

Że co? Że sprze­da­wa­li­by bony? Prze­cież mogą być imien­ne, waż­ne tyl­ko z dowo­dem osobistym.

Oczy­wi­ście, to nie roz­wią­za­ło­by wszyst­kich pro­ble­mów, ale zmniej­szy­ło­by licz­bę nadużyć.

Co Wy na to? Macie jakieś pomy­sły na ogra­ni­cze­nie roz­bu­cha­ne­go pol­skie­go socjalu?