Powołania

Nie utrą­cisz koro­ny drze­wu i nie znisz­czysz wynio­słych skał. Ale drze­wo się pod­da jesie­nią, a ska­ły zdmuch­nie wiatr.

Każ­dy miej­sce ma w oku kamie­nia, w któ­ry prze­klął się nasz wiel­ki świat. Każ­dy ma tutaj coś do zro­bie­nia, Bóg każ­de­mu zada­nie dał.

Wrota czasu

Jedź w dal — przez noc — jedź w dal…

Są złu­dze­nia, są wspo­mnie­nia są gdzieś echa grzmią­cych burz. Są poża­ry, są prze­śmiew­cy i jest pomruk wie­lu zgód.

Na dywa­nie splot ciem­no­ści, przez szum pośród cichych drzew, Oni patrzą, już cze­ka­ją, są świad­ka­mi życia scen.

Gwiaz­dy giną w śpią­cych górach, tań­czą aż po morza kres. Fru­ną nad kra­ja­mi, dają lek­ką dłoń, bie­żą tam, gdzie cel.

Weź mnie z sobą na tę podróż, poko­na­my gra­nic czas. W świą­ty­niach dzie­wi­czych lasów, w sło­wach języ­ka, co zgasł.

Znajdź odpo­wiedź, dalej pytaj, znajdź korze­nie sta­rych drzew. Weź mnie tań­cząc, weź mnie śpie­wem, nim Księ­życ uto­pi się.

Rozważania Hamleta o życiu”

Być, albo nie być? Oto jest pyta­nie…” I ja Tobie nie odpo­wiem na nie. Bo jeśli być, to po co i dla­cze­go? A jeśli nie — to cóż z myśle­nia mego? Bo być ozna­cza myśleć, zaś nie­byt — bez­ro­zum­ny. Być, jeśli moż­na być z bycia swe­go dum­nym. Być to nie umie­rać, a nie być — się nie rodzić. A gdy­byś dostał wybór — cóż byś, czło­wie­ku, zro­bił? Bo sko­ro już wybie­rasz, to myślisz w tym­że geście. A sko­ro wła­śnie myślisz, to prze­cież wła­śnie jesteś!

Winter ballad

Sno­w’s fal­ling down. The cry­stal sol­diers are cut­ting apart us… It’s so cold out­si­de. Fro­zen pat­terns on win­dows’ glass. Come… The fla­mes of my camp. It’s warm insi­de heart… It ain’t no che­at, now. Come to me, live within me…

Jutro

Dzi­siaj nio­są Cię na rękach, jutro będziesz sam. Dzi­siaj Tobie świe­ci tęcza, jutro zdra­dzi świat. Będziesz, jak skrzy­wio­ne drze­wo, prze­ciw słoń­cu rósł. Sta­niesz się tą bia­łą mewą, sam pośród stu mórz.

Dzi­siaj wszy­scy pamię­ta­ją, lecz nie wspo­mni nikt. Będziesz łód­ką zapo­mnia­ną, tyl­ko dalej płyń. Nikt nie będzie Cie już kochał, ani trosz­czył się. Drze­wo nad złą wodą szlo­cha, woda pra­gnie łez.

Idź, gdzie daw­no poszli tam­ci, tak naj­ła­twiej jest. Wokół będą sami kłam­cy, na Twym gro­bie wzej­dzie bez…