Noc zasnuła srebrną mgłą
blask sodowych miejskich lamp.
Wracam, sam już nie wiem skąd,
zapatrzony w cienie gwiazd.
Mój autobus wlecze się,
w środku obcych twarzy sto.
Na niejednej ślady łez
wyrzeźbione w zmarszczki są.
Spaść rzęsisty zechce deszcz,
zmyje ze mnie oddech Twój.
Czy Ty też zapomnisz mnie,
zostawiając tylko ból?…
Mówisz – „miesiąc krótki czas,
to za szybko, nie wiem nic”.
Pewnie jednak rację masz,
tylko… ja chcę z Tobą być.
Wcale nie odejdę stąd,
będę czekał – Ty to wiesz.
Może to i nawet błąd,
ale w końcu… kocham Cię!…