Krzyk!

Nie mam dokąd pójść, z kim poroz­ma­wiać, nie mogę pła­kać, nie mam się komu wyża­lić. Nie mam niko­go pra­wie na tym świe­cie. Jedy­na przy­ja­ciół­ka roz­dzie­ra me ser­ce. Kocham ją, ona wie. Chy­ba i ona mnie kocha, ale nie wiem… Jest tyle „tak” i tyle „nie”. Każe mi cze­kać tak dłu­go, sama jest pew­na. Dotąd rato­wa­ła mnie przed uto­nię­ciem w obłę­dzie. Infor­ma­cje: nie­na­wiść, kłam­stwo, śmierć, woj­na i koniec. Sza­leń­stwo egzy­sten­cji. Pra­gnie­nie odej­ścia i śmierć z wła­snej ręki — zbyt łatwa. Tra­cę jedy­ną pod­po­rę, powo­li osu­wam się w schi­zo­fre­nię tej Zie­mi. Tonę. Zwa­riu­ję. Umie­ram bole­śnie. Lecz ona poda mi rękę, gdy będzie zbyt późno…