Zakup działki — część I

Pod­je­cha­li­śmy do pośred­ni­ka i spi­sa­li­śmy umo­wę rezer­wa­cyj­ną na zakup dział­ki, co wią­za­ło się z zapła­ce­niem tysiąc­zło­to­we­go zadat­ku. Umo­wa mówi o tym, że pie­nią­dze te prze­pad­ną, jeśli z naszej winy nie doj­dzie do trans­ak­cji. Dosta­li­śmy nr obrę­bu i dzia­łek (oka­za­ło się że ten teren to dwie przy­le­głe dział­ki), więc może­my wystą­pić o warun­ki zabu­do­wy do urzę­du mia­sta (w mniej­szych miej­sco­wo­ściach zała­twia się je w gmi­nie). Dział­ka jest rol­na i nie ma pla­nu zago­spo­da­ro­wa­nia więc musi­my je załatwić.

Zre­zy­gno­wa­li­śmy ze spraw­dza­nia księ­gi wie­czy­stej, bo odpo­wie­dzial­ność za stan praw­ny dział­ki spa­da na sprze­daw­cę i pośred­ni­ka — w umo­wie będzie odpo­wied­ni zapis.

Przy oka­zji dosta­li­śmy dobre­go new­sa, bo wła­ści­ciel powie­dział pośred­ni­ko­wi, że dział­ka jest już ofi­cjal­nie budow­la­na; pośred­nik ma to spraw­dzić i da nam znać, czy fak­tycz­nie tak jest.

G zadzwo­nił do urzę­du mia­sta żeby się wypy­tać co i jak. Wnio­sek o warun­ki zabu­do­wy z inter­ne­tu ma bowiem dłu­uugą listę załącz­ni­ków do zło­że­nia. Oka­zu­je się, że jak nie ma pla­nu zago­spo­da­ro­wa­nia, a Wiel­go­wo nie ma takie­go zgod­nie z tym, co powie­dzia­ła urzęd­nicz­ka, to nie­ste­ty trze­ba te wszyst­kie pier­do­ły podać. Poza map­ka­mi może­my jakoś to sami napi­sać (że nie będzie nasz dom szko­dził śro­do­wi­sku, czy ile będzie zuży­wał ener­gii i wody). Jutro — misja mapki.