Pijany los

Szedł chwiejnym krokiem,
trochę do przodu.
Na świat mnie przyniósł
ot – bez powodu.

Padał zemdlony,
wtedy – płakałem.
Dostawał czkawki,
a ja cierpiałem.

Niby bezbronny,
lecz – prowokował.
Kiedy go biją,
mnie boli głowa.

Miał czasem wizje
pełne kolorów.
Znikały szybko
w cieniu potworów.

I lubił swoich -
jak on, pijanych.
Pamiętam gorzki
smak – zakochanie…

Moje istnienie
w ten oto sposób
zwykłym omamem
spitego losu…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>