Mar 13 2006
Indywidualizm nie ma sensu?
Żyjemy w czasach, w których niemal każdy chce być kimś wyjątkowym. Najgłupsze nawet reklamy telewizyjne kierowane są do naszego ego, a głównym hasłem jest zwykle “kup nasz produkt masowy, a będziesz wyjątkowy, będziesz sobą, będziesz cool“.
Propaganda wartościowania samego siebie paradoksalnie z łatwością trafia do mas - w końcu każdy lubi słyszeć że jest wyjątkowy.
Społeczeństwa coraz bardziej się liberalizują, na coraz więcej chcemy w imię wolności pozwalać pojedynczym - niejednokrotnie skrajnym - jednostkom. Coraz częściej zacierają się przy tym granice wszelkiej obyczajowości. A przecież nasza wolność nie jest bezwarunkowa i powinna kończyć się w miejscu, gdzie zaczynamy szkodzić innym. Nie będzie naruszeniem mojej wolności zakaz zabicia sąsiada, którego nie lubię, bo wtedy wolność sąsiada zostałaby naruszona
Zdajemy się o tym zapominać.
Sam po sobie widzę, jak wielkim egoistą potrafię być. Głosowałem na i popieram nadal partie, które chciałyby zlikwidować większość socjalnych “usług” państwa, bo chciałbym by z zarabianych przeze mnie pieniędzy więcej zostawało w moim portfelu. Kombinuję, jak by tu wykorzystać swoje talenty do szybkiego zarobienia kwoty, która pozwoliłaby mi do końca życia nie pracować - a przecież wtedy na mnie musieliby pracować inni. W przyrodzie nie ma nic za darmo.
Minutą ciszy pominę fakt, iż te 70% mojej pensji, których na oczy nie widzę jest w naszym państwie marnotrawione. Kolejną minutą ciszy przemilczę fakt, iż z “usług” socjalnych naszego państwa korzystają głównie osoby wcale tych usług niepotrzebujący, na ogół zwykli kombinatorzy i lenie, którzy - nie dziwię się zresztą - wolą sięgnąć po zasiłek za friko niż porównywalną minimalną pensję za pracę.
Przyjmijmy na chwilę (co za piękny sen), że żyjemy w (prawie) idealnym państwie, gdzie efekty działania naszych podatków widać - nie ma bezdomnych na dworcach, bo ZUS zamiast nowego biurowca postawił w kraju paręnaście “hangarów” z ogrzewaniem gdzie każdy człowiek, któremu jakoś się nie udało w życiu mógł przetrwać zimę i czas głodu nawet jeśli przyjdzie pijany. (Bo czy to, że ktoś wpadł w chorobę alkoholizmu automatycznie ma powodować że zostanie wyrzucony z noclegowni i skazany na śmierć? Nie wydaje mi się.)
Przyjmijmy na chwilę, że z naszych podatków jest mądrze wspierany rozwój infrastruktury, rozwój społeczny i praca osób, które nie mają kwalifikacji, ale bez ich pracy nie byłoby “ambitnych” stanowisk pracy.
Czy w takiej sytuacji aż tak żal byłoby wydać te 70% pensji?
Mi nie.
Bo jestem świadomy, że bez wsparcia społeczeństwa - rolnika, piekarza i sklepikarza - zdechłbym za przeproszeniem z głodu. Niewielu z nas byłoby w stanie przeżyć zimę (ba, nawet i lato), odciąwszy się całkowicie od innych ludzi. Więcej - mój zawód nie miałby sensu, gdyby nie praca ludzi z mniejszymi kwalifikacjami.
Nie mam nic przeciwko, by płacić podatki na tych wspaniałych, pracowitych ludzi.
Ale na ten cyrk płacić nie chcę i zrobię wszystko, by płacić jak najmniej.
No i masz racje
Jak kiedys postanowisz zostac prezydentem to chetnie poprowadze przewrot
Albo insza rewolucje
….a narazie wracam do szukania pracy