Bajka o desperacie

Stał na dachu cał­kiem sam, jego wło­sy tar­gał wiatr. Tłum na dole krzy­czał: „skocz!” i wiatr też mu w ple­cy dął.

Zoba­czy­łem go w tym sta­nie i się ozwał ser­ca głos. Gdy sta­ną­łem zaraz za nim, wte­dy mi powie­dział to:

Był szczę­śli­wy, jak to w baj­ce, miał dziew­czy­nę, dobry los. I, jak bywa, sta­nął w wal­ce tam gdzie dobro, a nie zło.

Szyb­ko prze­stał być lubia­nym, gdy od kłam­stwa odciął się. Rzu­cił się w głę­bo­ką wodę i utra­cił z oczu brzeg.

Gdy go bili, że nie bije, prze­śla­dow­com dawał dłoń. Prze­ba­czył nawet tym ludziom, co sprze­da­li jego dom.

Był zbyt dobry, to jest pew­ne, żył jak zja­wa gdzieś ze snu. Z zemsty za to, że nie pła­cił, dziew­czy­nę zabi­to mu.

Nie ucie­kam, tyl­ko wra­cam tam, skąd siłą wzię­to mnie. Ja się na ten świat nie pcha­łem, więc nie wtrą­caj, pro­szę się”.

Byłem pewien, że zesko­czy, by doko­nać wła­sne sny. Pochwy­ci­łem go za rękę i sko­czy­łem razem z nim.