Jan 31 2008
Moja samotność
Powiędły słowa, co krzyczą w nas.
Pogasły światła nie pierwszy raz.
Dzień spalił noce ostatniej krwi.
Deszcz zmywa znowu błyszczące łzy.
A przyjaciele zamknęli drzwi
i Twój kochanek znów ze mnie kpi.
Moja samotność tu ze mną jest;
póki jest przy mnie, nie będzie źle…
Gesty straciły swój słodki smak,
znów nakreśliły mi tysiąc wad.
Uśmiech już spłonął, zgasł jego blask.
I nikt już nie chce wzlecieć do gwiazd.
Gdy przyjaciele zamknęli drzwi,
a Twój kochanek wciąż ze mnie drwi,
moja samotność tu ze mną jest.
A gdy jest przy mnie, nie jest tak źle…
Pogasły światła nie pierwszy raz.
Dzień spalił noce ostatniej krwi.
Deszcz zmywa znowu błyszczące łzy.
A przyjaciele zamknęli drzwi
i Twój kochanek znów ze mnie kpi.
Moja samotność tu ze mną jest;
póki jest przy mnie, nie będzie źle…
Gesty straciły swój słodki smak,
znów nakreśliły mi tysiąc wad.
Uśmiech już spłonął, zgasł jego blask.
I nikt już nie chce wzlecieć do gwiazd.
Gdy przyjaciele zamknęli drzwi,
a Twój kochanek wciąż ze mnie drwi,
moja samotność tu ze mną jest.
A gdy jest przy mnie, nie jest tak źle…