Jan 31 2008
Nie można uciec
Chciałem się zabić – zrezygnowałem,
bo to był dla mnie zbyt łatwy chwyt.
Miałem nóż w ręku – nagle wspomniałem
tych, co być może, po mnie i łzy…
Chciałem coś zmienić – by było lepiej,
zacząłem kłamać, nie wyszło nic.
Zgubiłem prawdę – naprawdę nie wiem,
po co mi było tak głupio żyć…
Chciałem porzucić – zacząć od nowa,
wziąć jeszcze jedną, ostatnią z szans.
Już uciekałem, gdy Twoje słowa
mnie przekonały, by tutaj trwać…
Dziś obojętny – wszędzie tak samo,
ludzie się broczą niewinną krwią.
Nie ma już sensu żadna nadzieja,
nie ma już dokąd uciekać stąd…
bo to był dla mnie zbyt łatwy chwyt.
Miałem nóż w ręku – nagle wspomniałem
tych, co być może, po mnie i łzy…
Chciałem coś zmienić – by było lepiej,
zacząłem kłamać, nie wyszło nic.
Zgubiłem prawdę – naprawdę nie wiem,
po co mi było tak głupio żyć…
Chciałem porzucić – zacząć od nowa,
wziąć jeszcze jedną, ostatnią z szans.
Już uciekałem, gdy Twoje słowa
mnie przekonały, by tutaj trwać…
Dziś obojętny – wszędzie tak samo,
ludzie się broczą niewinną krwią.
Nie ma już sensu żadna nadzieja,
nie ma już dokąd uciekać stąd…